Przypomnijmy może tekst deklaracji: Pragnąc odpowiedzieć na apel Papieża Jana Pawła II, aby Polacy «przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności, poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa, co czasem może aż zagrażać jego egzystencji i dobru wspólnemu», deklaruję przystąpienie do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Czynię to w poczuciu odpowiedzialności za dobro narodu i w przekonaniu, że w ten sposób mogę podać rękę tym, którzy pragną się wyzwolić od wewnętrznego i zewnętrznego przymusu. Zobowiązuję się na czas przynależności do niej solidarnie zachować dobrowolną i całkowitą abstynencję od wszelkich napojów alkoholowych. Postanawiam również nie częstować nikogo alkoholem, nie wydawać pieniędzy na zakup napojów alkoholowych, uczestniczyć w miarę możności w spotkaniach i akcjach, do których będę zapraszany przez najbliższą placówkę lub stanicę Krucjaty Wyzwolenia Człowieka”. Jest więc w nim mowa o jednym i o drugim. Abstynencja od napojów alkoholowych jest środkiem w celu wyzwolenia od „wszystkiego co uwłacza ludzkiej godności”. Jest to bardzo konkretny post podejmowany w tej intencji.
Nie sposób zaś deklarować „abstynencję od wszystkiego co zniewala”, bo byłaby to deklaracja zbyt ogólna. Z jednej strony każdy mógłby podstawić sobie to, co uważa za stosowne (i tak naprawdę nie byłoby wiadomo, do czego Krucjata zobowiązuje), z drugiej zaś strony byłyby na pewno osoby, które wynajdywałyby w prawie każdej rzeczy możliwość zniewolenia i uważałyby, że Krucjata tego też dotyczy. Jeśli tak proste zobowiązanie, jak abstynencja od alkoholu, nieczęstowanie i niekupowanie wywołuje tyle wątpliwości (co widać z poniższych pytań), to łatwo sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby zobowiązanie Krucjaty nakreślono bardziej ogólnie.
Oczywiście, że nie jest niczym złym. Dlatego też abstynencja może być prawdziwym darem. Nie jest żadnym darem, jeśli wyrzekamy się czegoś złego — to przecież właściwie obowiązek. Natomiast post — a Krucjata jest przecież rodzajem postu — polega na tym, że dla duchowego dobra rezygnuję z czegoś, co jest mi dozwolone i nawet przyjemne. Zdarzało mi się w gronie członków Krucjaty słuchać bardzo fachowych dyskusji o gatunkach win, o tym które wino dana osoba lubi bardziej, czy też wprost stwierdzeń, że ktoś jest miłośnikiem wina. Żadna z tych osób od czasu przystąpienia do Krucjaty nie piła wina, a ich włączenie się do tego dzieła było tym większym darem, że wyrzekały się czegoś, co naprawdę lubiły.
Krucjata jest bezinteresownym darem z siebie, postem. Wyrzeczenie się tego, co jest jednoznacznie szkodliwe, nie jest żadnym darem, tylko wymogiem zdrowego rozsądku. No, a przede wszystkim wyrzeczeniem się grzechu.
Niewątpliwie włączenie się do Krucjaty można ofiarować w intencji bliskiej osoby, ale przecież nie tylko. Czyżby w ogóle nie obchodzili cię inni, nawet nieznani? Alkoholizm w Polsce jest problemem na taką skalę, że praktycznie każdy się z nim spotyka — jeśli nie w rodzinie, to w miejscu pracy czy po prostu na ulicy. Poza tym Krucjata nie dotyczy tylko alkoholizmu a wszelkich zniewoleń. Post, który podejmujemy — wyrzeczenie się alkoholu — jest podejmowany w intencji wszystkich zniewolonych.
Dlaczego jesteś abstynentem? Może być przecież wiele tego powodów. W Krucjacie abstynencja podejmowana jest z określonej motywacji. Dlatego nie tylko ci co piją, mogą włączać się do KWC, ale również abstynenci — jeśli dzięki Krucjacie ich abstynencja nabiera dodatkowego wymiaru, pełniejszego sensu. Bardzo ważne też jest bycie w duchowej wspólnocie ludzi „walczących o Ziemię Świętą”. Pamiętajmy, że Krucjata jest narzędziem duchowej walki, w takiej walce bardzo ważna jest wspólnota.
To jest pytanie właściwie bardzo podobne do poprzedniego. Chciałbym tutaj może tylko zwrócić uwagę, że tak w ogóle to alkohol przecież można pić. Nie ma w tym nic złego. Jeśli więc w Krucjacie się nie pije, to nie samo niepicie jest jakąś wartością, tylko to, dlaczego się nie pije. Nie zachęcamy w Ruchu ani w Krucjacie do niepicia dla niepicia. Zachęcamy do podjęcia czynu miłości, dobrowolnego postu. Ks. Blachnicki w „Abstynenckim Credo KWC” pisał tak: [Krucjata] „nie twierdzi, że abstynencja sama w sobie jest etycznie lepsza od umiarkowanego spożywania napojów alkoholowych. Stąd też ruch ten odcina się wyraźnie od tych abstynentów czy ugrupowań abstynenckich, które uważają abstynencję samą w sobie za etycznie doskonalszą od umiarkowania i które chciałyby uzasadnić powszechny obowiązek moralny praktykowania abstynencji przez wszystkich ludzi”.
Można oczywiście pościć w tej intencji w inny sposób, ale Krucjata przyjmuje akurat ten. Jest to bardzo logiczne: rezygnuję z czegoś, co samo w sobie nie jest złe, ale ponieważ przez innych nie jest używane w wolności, dlatego podejmuję post w tej materii na rzecz wolności drugiego człowieka. Skoro problem dotyczy alkoholu, to post z alkoholu jest najsensowniejszy. A poza tym — rezygnacja z alkoholu jest narzędziem do zmiany kultury, przełamania przymusu pijackiego, a także wynagrodzeniem za grzechy pijaństwa. Abstynencja w Krucjacie ma kilka wymiarów i nie można odrywać jednego od drugiego.
Co to znaczy „nie gloryfikować”? Na pewno nikt nie może się wywyższać z powodu przynależności do Krucjaty — byłoby to zaprzeczeniem jej służebnego charakteru. (...)
To już zależy od danej osoby będącej członkiem Krucjaty. (...)
Włączenie się do Krucjaty to podjęcie na siebie pewnego zobowiązania wobec tej wspólnoty. Każdy może się z tego zobowiązania wycofać. Wypada wówczas zawiadomić centralę Krucjaty o tej decyzji.
Można być kandydatem Krucjaty — na rok albo członkiem — na stałe. Członkostwo nie musi oznaczać „na całe życie” — pisałem o tym powyżej. Nie przewiduje się kandydatury na okres krótszy niż roczny, można ją natomiast ponowić na kolejny rok.
Przynależność do Krucjaty nie ustaje w razie wyjazdu za granicę. Tego typu pytania niewątpliwie wynikają z tego, że Krucjata powstała jako odpowiedź na wezwanie Papieża dotyczące Polski. Założyciel Krucjaty nie wprowadził jednak zasady, iż wolno należeć do niej tylko na terenie naszego kraju. Krucjata rozwija się również w innych krajach, w niektórych z nich (na wschodzie) problem alkoholizmu jest nawet większy niż w Polsce. Trzeba też pamiętać, że abstynencja jest nie tylko formą świadectwa i środkiem do zmiany negatywnych obyczajów. Równie ważne, a właściwie ważniejszy, jest wymiar postu — jako środka walki ze złem. Skuteczność postu nie zależy od tego, w jakim kraju się przebywa. I wreszcie warto sobie uświadomić, że bywają sytuacje, w których nie pijąc alkoholu za granicą, można u kogoś przełamać negatywny stereotyp wiecznie pijanego Polaka. Kiedyś w Rzymie pewien cudzoziemiec poznawszy moją narodowość, od razu powiedział: „Niestety, nie mam Polish Vodka”. Nic o mnie nie wiedział (w tym momencie zostaliśmy sobie przedstawieni), ale Polak kojarzył mu się z jednym.
Nie pić wina, a jeśli zapytają, powiedzieć, że dziękuję. Mogę w tym miejscu przytoczyć świadectwo z takiej sytuacji: „Bolesnym doświadczeniem było porównanie sytuacji w naszej ojczyźnie z tak zwanym «zachodem». Kiedy pierwszy raz byłem w Niemczech — w Berlinie, który był wtedy jeszcze Berlinem Zachodnim, oddzielonym ponurym murem od Wschodniego — mieszkałem u znajomej rodziny Francuzów. Obiad we francuskim domu — wiadomo, wino do obiadu. Pili je wszyscy, nawet dwunastoletnia córka gospodarzy. Już czekałem na kolejną porcję zdziwionych spojrzeń, namawiania, komentarzy… A tu nic. «Nie pijesz wina? OK, to na co masz ochotę? Sok pomarańczowy? Cola?» Żadnego zdziwienia, żadnych perswazji…” Nie jest to jednostkowe doświadczenie, co wydaje pewne świadectwo o naszej kulturze — Polacy są bardzo zdziwieni, gdy ludzi na Zachodzie zupełnie nie obchodzi to, że ktoś nie pije alkoholu. U nas w kulturalnych środowiskach nie ma wprawdzie zmuszania, ale jak się okazuje jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że z niepicia alkoholu trzeba się tłumaczyć.
Oczywiście. Krucjata jest przeciwko zniewoleniu wynikającemu z nadużywania napojów alkoholowych. Alkohol jako przyprawa czy dodatek smakowy nie ma nic wspólnego z celami Krucjaty. Pamiętajmy, że Krucjata nigdzie nie głosi, że alkohol jest złem. Ks. Blachnicki w „Abstynenckim Credo KWC” pisał tak: „Przez abstynencję rozumie Krucjata Wyzwolenia Człowieka całkowite i dobrowolne wyrzeczenie się alkoholu jako napoju — pod wszelką postacią i we wszelkiej ilości. Definicja ta nie obejmuje używania alkoholu w innym charakterze np. jako lekarstwa (jeśli alkohol występuje jako składnik prawdziwego lekarstwa) lub w celach liturgicznych. Również spożywanie alkoholu w potrawach (np. w tortach) lub w cukierkach zasadniczo nie podpada pod pojęcie abstynencji”.
To jest dość podobne pytanie, tutaj również może być wiele różnych sytuacji. Przystępując do Krucjaty nie zobowiązuję się do niepodawania alkoholu. Może być tak, że ktoś poprosi mnie po prostu o pomoc i odmowa będzie zwyczajną niegrzecznością. Ale może być też tak, że będę proszony o podanie kolejnej butelki na pijackiej popijawie (teoretycznie nie powinno mnie tam być, ale różnie się może zdarzyć).
Litości! A czemu nie? Krucjata to nie narzędzie ucisku jej członków tylko radosne zobowiązanie! Nie wymyślajmy sobie problemów.
Nie wyobrażam sobie, by członek Krucjaty nie dążył do tego, by jego wesele było bezalkoholowe. Jest to przecież wspaniała okazja do pokazania, że alkohol nie jest konieczny do zabawy, do świętowania. Niemniej jednak wesela nie urządza się w pojedynkę — jest współmałżonek, który przecież nie musi należeć do Krucjaty, są rodzice po obu stronach. Bywa, że bardzo trudno jest przekonać do bezalkoholowego wesela, zwłaszcza w sytuacji, gdy rodzice wskazują, że to oni to wesele urządzają (i oni je fundują).
Zdarza się czasem, że podejmujemy jakieś postanowienie i nie umiemy w nim wytrwać. Nie powinno nas to jednak zniechęcać. Zarazem złamanie powziętego postanowienie nie unieważnia go. Tak samo jest z Krucjatą. Nie trzeba drugi raz składać deklaracji, tylko po prostu trwać w powziętym zobowiązaniu.
Przecież od dawna się nad tym pracuje. Wystarczy wskazać choćby na działalność ośrodka Krucjaty w Katowicach, na przykład na tegoroczny terminarz. (...) To wszystko nie jest zapewne wystarczające, ale nie można powiedzieć, że Ruch zajmuje się tylko KWC zaniedbując inne sfery Nowej Kultury.
Ks. Blachnicki po opisaniu zagrożeń w Polsce i wskazaniu potrzeby ludzi, którzy się zaangażują w walkę z tymi zagrożeniem, powiedział tak: «Gdzie szukać takich ludzi, jeżeli nie w Ruchu Światło–Życie, jeżeli nie w oazach. Przecież tam mówimy ciągle o agape, o pięknej miłości, o bezinteresownej służbie, o wyrzeczeniu się siebie, swego egoizmu dla Chrystusa. (...)»
Niewłaściwe jest słowo „musi”. Krucjata jest dziełem Ruchu, przynależność do Krucjaty jest naturalnym owocem przynależności do Ruchu, jednak nikt nie może się czuć zmuszony do wstępowania do Krucjaty. (...)
Ten problem dotyczy przede wszystkim oaz młodzieżowych. (...) Nie jest żadnym problemem — zarówno dla uczestnika formacji jak i dla moderatora czy animatora — że ktoś uznaje, iż do pewnych decyzji jeszcze nie dojrzał, że sprawę musi przemyśleć.
Wypadałoby, aby animator był członkiem Krucjaty. Zwłaszcza ten animator, który prowadzi innych zaczynających drogę w Ruchu — czyli animator wspólnoty młodzieżowej albo para pilotująca w kręgu Domowego Kościoła. (...)
Przecież nie każdy musi być animatorem. Jeśli człowiek podejmuje się jakiejś odpowiedzialności, to nie powinien się dziwić, że stawia mu się jakieś wymagania. Tak jest wszędzie.
Zasady Domowego Kościoła nie przewidują formalnie takiego wymogu.
Na pytania odpowiadał Krzysztof Jankowiak
Źródło: http://www.wieczernik.oaza.pl/artykul/pytania-o-krucjate_id92 (dostęp dn. 29.04.2021 r.)





